Skip to main content

Czy zdarzyło Wam się pomyśleć, że Wasze otoczenie ma o Was… za dobre zdanie? Wasz szef chwali Waszą pracę, współpracownicy cenią Waszą wiedzę, a Wy… czujecie się jak oszuści? Bo przecież wcale nie jesteście tacy dobrzy, jak sądzą? Jeśli zdarzyło Wam się tak myśleć, to znaczy, że dopadł Was syndrom oszusta.

 

Przypadkowy sukces

Osoby dotknięte syndromem oszusta wątpią w swoje osiągnięcia. Trudno im uwierzyć, że to, co osiągnęły, jest ich zasługą. Przypisują to przypadkowi czy chwilowemu szczęściu, a nie własnej pracy i umiejętnościom. Jeśli dostają świetną pracę, to nie dlatego, że są dobrzy, ale dlatego, że inni byli słabi. Jeśli zdają egzamin z dobrym wynikiem, to nie dlatego, że mają dużą wiedzę, ale dlatego, że pytania były łatwe. W ich oczach nic nie jest ich zasługą. Z wyjątkiem porażki.

 

Strach

Przez przypisywanie swoich osiągnięć szczęściu lub przypadkowi, osoby cierpiące na syndrom oszusta, utwierdzają się w przekonaniu, że na nie nie zasługują. Jednocześnie ciągle żyją w strachu. Strachu, że ktoś odkryje ich oszustwo, a ich otoczenie będzie rozczarowane. Co gorsza, otoczenie takiej osoby to zwykle ludzie, którzy są wykształceni, inteligentni, błyskotliwi, po prostu… w opinii osoby dotkniętej syndromem oszusta – lepsi. W takim środowisku strach jest jeszcze większy. W końcu wyda się, że do niczego się nie nadają! Nic nie wiedzą! A w miejscu, w którym są, znaleźli się przez przypadek… Obawa przed odkryciem “prawdy” przez innych, sprawia, że rzadko proszą o pomoc, bo to byłoby tylko potwierdzeniem ich niekompetencji. Jednocześnie sami robią sobie pod górkę, unikając wymagających zadań, co ogranicza ich rozwój.

 

Skąd się bierze syndrom oszusta?

Kiedy stwierdziłam, że syndrom oszusta to temat, który chcę poruszyć na blogu, sporo o nim poczytałam. I zauważyłam, że ma wiele cech wspólnych z perfekcjonizmem. Może mieć zatem podobne źródła. Ci, którzy większość swojego życia nie byli “dość dobrzy” w oczach bliskich, mogą łatwiej wpaść w pułapkę oszusta. Poprzeczkę stawiają sobie wysoko, a cokolwiek robią i tak będzie to za mało. Sytuacji wcale nie ułatwia powszechny dostęp do wiedzy. Internet to studnia bez dna i może przytłoczyć nawet tych, którzy nie są perfekcjonistami. Świadomość tego ile nie wiemy może spowodować uczucie bezradności i zniechęcić do działania. Syndrom oszusta częściej dotyka także osób, które mają skłonność do depresji i nerwic oraz borykających się z niskim poczuciem własnej wartości.

 

Efekt Dunninga-Krugera

Na pewno zauważyliście nie raz, że osoby, które niewiele wiedzą, myślą, że wiedzą dużo. A ci, którzy wiedzą dużo, uważają, że wiedzą niewiele. Mnie wcale to nie dziwi. Im więcej się uczę, tym bardziej widzę jaki ułamek wiedzy posiadam i nabieram więcej pokory, ale też częściej pojawia się zwątpienie we własne możliwości. 

Na początku mojej przygody z nauką programowania i innych tematów z dziedziny IT miałam poczucie, że sporo się uczę i coraz więcej wiem. Widziałam swój rozwój niemal każdego dnia. Z czasem stało się to dużo trudniejsze. Nie chłonę już wiedzy, tak jak wcześniej. Jest trudniej, bo poziom skomplikowania jest coraz wyższy, a świadomość tego, ile nie wiem, coraz większa. Moje odczucia to idealny przykład efektu Dunninga-Krugera, który mówi o tym, że im mniejszą wiedzę się posiada, tym ocenia się swoje kompetencje… wyżej! I odwrotnie. Dopiero przy bardzo wysokim poziomie wiedzy zaczynamy bardziej wierzyć we własne kompetencje.

 

Czy można zwalczyć syndrom oszusta?

No cóż, podobno można! Aby to zrobić, warto skupić się na konkretnej dziedzinie i starać się poszerzać w niej wiedzę. Tym sposobem można się w niej wyspecjalizować. Jest to lepsze rozwiązanie niż uczenie się wszystkiego po trochu, bo wówczas wciąż mamy wrażenie, że wiemy niewiele, gdy wiedza z poszczególnych dziedzin jest na przeciętnym poziomie. Osobom z syndromem oszusta poleca się także dzielenie się wiedzą z innymi. W końcu dzięki temu można poczuć się jak ekspert.

 

Część tekstu pisałam w osobie trzeciej. Oni. Jacyś tam oni. Ciężko było mi pisać za każdym razem my, albo ja. A jednak ten post w bardzo wielu miejscach mówi o mnie. I niby wiem, jak to działa i tak sobie tłumaczę, że proszenie o pomoc nie jest moją porażką, ale w głowie pojawiają się inne myśli. Przeczytałam gdzieś, że syndrom oszusta jest objawem sukcesu i bezwiednie uśmiechnęłam się pod nosem. Wiecie dlaczego? Bo w to nie uwierzyłam. Bo ja przecież żadnego sukcesu nie osiągnęłam. O ironio. Skąd mam wiedzieć czy to syndrom oszusta czy fakty?

 

Ania

Zawodowo zajmuję się tropieniem błędów w aplikacjach, a po godzinach - błędów w zarządzaniu czasem. Bezustannie poszukuję inspirujących książek i nowych zainteresowań. Przeraża mnie myśl, że nie starczy mi życia na zrobienie kolorowych notatek, ze wszystkiego.